Posłuchaj
Jeśli chcesz wierszy moich posłuchać
wierszy o życiu i prawdzie głuchej,
usiądź swobodnie sobie w fotelu
ja Ci przeczytam—posłuchaj.
Patrzę na Polskę, zmiany ogromne
gdzie sprawy życia są warte,
patrzę i słucham, żyję se skromnie
lecz oczy na świat mam otwarte.
Patrzę na rządy tych polityków,
zimne przechodzą mnie dreszcze.
Kiedy? Jak długo? Rządzić tak będą
kiedy to skończy się wreszcie?
Od nas żądają wciąż cierpliwości,
żądają wielkiej odwagi.
Kiedy się skończy trucie nam mózgów
i zaczną myśleć łamagi.
Żyć jest nam ciężko. Żyjemy w biedzie.
Ciągniemy ostatkiem już sił.
Ale niech wiedzą tam na tej „górze’’
my nie cofniemy się nie w tył.
Staniemy twardo w naszej niedoli
czas przyjdzie -- dziecko zapyta.
Czy się obudzi ? Stanie powoli ?
Kochana RZECZPOSPOLITA.
Wszystko co polskie dla mnie jest święte,
posłuchaj marnego poety.
Piszę o życiu, co z życia wzięte
a to jest prawda –niestety.
Odnowiony
Z Urzędu Gminy Wójt w okno patrzy
A wzrok ma zimny, ponury
Stoi budynek: „Co mam z nim zrobić?
Jak wygląd zmienić i mury?”
Stoi strażnica, pustkami świeci
Przyszłość jej pisze się blada.
Myśli jak zrobić , czy jeszcze może
Kiedyś odetchnie, zagada.
Aż w końcu przyszły dobre pomysły
Choć nieraz bujał w obłoki.
I bez namysłu zasiadł za biurko
W świat zaczął pisać szeroki.
Mroczny budynek zmienił oblicze,
Wilgotne ściany nie płaczą.
Wójt zrobił wszystko, grosza nie szczędził
Niech teraz wszyscy zobaczą.
Dziwił się sobie, jak się udało,
Budynek usunąć z pleśni.
Teraz gdy patrzy, to nieraz myśli,
Czy mu się to czasem nie śni.
Po wszystkich salach młodzież się krząta
I wszędzie głos słychać cichy.
Młodzież nie kryje się już po kątach,
Zginął budynku mrok lichy.
Kiedy zaczynał Wójt swoje dzieło
Myślał czy chociaż się uda
Teraz już wiecie nieraz Wójtowi
Także zdarzają się cuda.
Ojcze święty
Ojcze Święty brak mi ciebie
Ty dawałeś radość życia,
Teraz patrzysz na mnie z nieba
Tak wysoko, tam z ukrycia.
Twoje słowa i litanie
Wysłuchiwałem starannie
Teraz kazań Twoich brak
Daj od siebie jakiś znak.
Do Twej Barki chciałbym usiąść
I popłynąć z Tobą w dal
Ale nie ma wśród nas Ciebie
Tak mi tego żal.
Kiedy kładę się wieczorem
W myślach mam Twoje kazanie
Ciebie nie ma lecz ma pamięć
W sercu moim pozostanie.
Nieraz smutny, łzy uronię
Klęknę cicho, złożę dłonie
W modłach szukam ukojenia
Wyproś dla nas dar zbawienia.
Odpocznij tato
Ja rozumiem moje dzieci,
że szykują na mnie baty.
Że ja błąkam się po świecie.
Nie pilnuję własnej chaty.
Mówią do mnie – prosząc głosem,
bardzo byśmy chcieli by.
Tata zadbał nad swym losem
Byśmy nie ronili łzy.
Ty zapewnić chcesz nam jadło.
Ty o zdrowie nasze dbasz.
Zadbaj trochę i o siebie.
Zobacz jakie ręce masz.
Skóra twarda, popękana,
zobacz jakie zmarszczki masz.
Ty pracujesz już od rana
Kiedy znajdziesz dla nas czas?
Kiedy posiedzimy razem?
Kiedy znów przytulisz nas?
My jesteśmy duże dzieci.
Patrz jak szybko mija czas.
Już zrobiłeś chyba wszystko.
Teraz przyszła na nas pora.
Żebyś mógł odpocząć rano,
spać spokojnie już z wieczora.
Zostaw tato już tę pracę!
Zostaw – tak nie morduj się.
Tyś jest ojcem i bez pracy
My i tak Kochamy Cię.
